Nie lubię niezdecydowania. Nierzadko wprowadza mnie w stan rozdrażnienia, dekoncentruje. Problem polega jednak na tym, że dotyczy ono nie tylko ludzi którzy mnie otaczają, lecz również mnie samego. Spotyka nas zarówno w czasie prostych czynności codziennych jak i przy trudnych wyborach życiowych. Zwykło się już mówić (zresztą nie bez powodu), że „im dłużej się myśli, tym gorzej wychodzi”. Niestety jest w tym wiele prawdy.
Wydaje mi się, że każdy człowiek lubi mieć wybór – czy to na zakupach, czy w pracy, czy w życiu prywatnym. Często jego brak odbieramy negatywnie. Z niepokojem. Jednak czy zawsze wybór jest nam potrzebny? Może w niektórych sytuacjach jest on po prostu zbędny i wprowadza niepotrzebne zamieszanie i zakłopotanie? W wykonanym przeze mnie filmie wcielam się w rolę głównego bohatera, który spotyka się właśnie z mało istotnym „problemem” życia codziennego.
Jako technikę wykonania wybrałem video, gdyż właśnie w taką formę dobrze wpisuje się wybrane przeze mnie zagadnienie. Trwający 1 minutę i 45 sekund obraz zestawia kontrastujące ze sobą, w pierwszej kolejności krótkie a następnie długie ujęcia podkreślające temat i puentę. Liczę na to, że widz po obejrzeniu tej lekko przerysowanej historii zastanowi się, czy również jemu zdarzają się podobne sytuacje i w jaki sposób sobie z nimi radzi.
Praca nie oparta na czasie - zdjęcia w hipermarkecie.



W drugiej części mojego projektu zdecydowałem się na zastosowanie techniki fotografii cyfrowej. Na kilku zdjęciach chciałem utrwalić dużą, wypełnioną różnymi, kolorowymi produktami przestrzeń sklepową jednego z miejskich hipermarketów. Nie bez powodu wybrałem dział warzyw i owoców, bowiem to właśnie one wyglądają z reguły bardzo kolorowo i ładnie a regały z produktami są rozstawiane szerzej, niż w innych alejkach. Żyjemy w czasach, w których coraz rzadziej spotykamy osiedlowe warzywniaki. Tego typu sklepy zawsze miały swój specyficzny klimat i zapach, czego w hipermarkecie nie doświadczymy. Hipermarket nie pachnie.
Wybór produktów w dużych marketach jest zdecydowanie większy niż w małych, dzielnicowych sklepikach. W miejscach tych, różne gatunki ogórków czy gruszek, przy (z reguły) sztucznym, zimnym świetle wygląda po prostu tak samo. Co z tego, że dane jabłka noszą wdzięczną nazwę „Szampion”, skoro przeciętny Kowalski nie widzi różnicy od dajmy na to „Granny Smith”? Na pomoc ze strony obsługi raczej nie ma co liczyć bo ludzie, którzy w hipermarketach pracują z reguły „tylko tam sprzątają”. Dlatego też nie uświadczy on rady od pani Stasi, która powie mu: „Panie, te żółte dobre synowa jadła i polecała!”.
Nie twierdzę, że duży wybór to coś złego – wręcz przeciwnie. Problem polega jednak na tym, że z reguły na tak dużych powierzchniach sklepowych produkty prezentuję się jak na taśmie produkcyjnej - bo jak wiadomo - chodzi tylko o zysk ze sprzedaży. Taka sytuacja może niejednokrotnie sprawić nam problem i to taki, którego nie jesteśmy do końca świadomi. Otóż zakupy w sklepach wielkopowierzchniowych zabierają nam ogrom czasu. Jeżeli przed wyjściem na zakupy nie zrobimy sobie dokładnej listy tego, co chcemy kupić możemy być niemal pewni, że kupimy albo coś, co nie jest nam potrzebne albo stracimy bardzo dużo czasu, na niepotrzebnym zastanawianiu się. Niezdecydowanie, o które nietrudno w takich miejscach to rzecz, która zabiera nam tego czasu naprawdę dużo.
Tym razem chciałem podejść do poruszonego problemu z nieco innej strony, niż w pierwszej części tego projektu. Liczę, że patrząc na wykonane przeze mnie fotografie widz poczuję się lekko przytłoczony tym, co na nich się znajduję. Liczę, że przyjdzie mu do głowy sytuacja, w której sam dokonywał zakupów w takim miejscu i jak dużo tych produktów faktycznie było. Oczywiście trzeba pamiętać, że są osoby dla których zakupy w takich miejscach nie stanowią żadnego problemu i potrafią one zdecydować się naprawdę szybko. Niemniej jednak hipermarkety są jednym z tych miejsc, w którym niezdecydowanie czyha na nas na każdym kroku.
