wtorek, 24 maja 2011

Aleksandra Rydzkowska, "Zaśpiewaj koteczku jeszcze raz"

Praca oparta na czasie:

Projekt „Zaśpiewaj koteczku jeszcze raz” odwołuje się do znanej nam wszystkim piosenki o kotku, do której odśpiewywania zmuszano wielu z nas w dzieciństwie. Trauma związana z występami muzycznymi przy jednoczesnym braku umiejętności spowodowała u mnie trwałą, nieprzerwaną do dziś niechęć do tej dziedziny. Liczne solowe kompromitacje nasunęły mi chęć odegrania się i powtórzenia tego zabiegu, tym razem nie ze mną w roli głównej, a z grupą moich znajomych o różnym poziomie zaawansowania umiejętności muzycznych, którym dałam instrumenty i kazałam grać lub śpiewać.

Projekt ten to żart mający obnażyć moją nieznajomość tajników muzyki i instrumentalistyki w sposób nie koniecznie przyjemny dla ucha. Jednocześnie chciałabym zilustrować fakt, że muzyka nie zawsze jest „łatwą, lekką i przyjemną”.

Efektem jest ponad dwuminutowy film wideo, w którym przedstawione są desperackie próby wykonania zadanego utworu. W końcu pojawia się ostateczna wersja piosenki zmontowana z nałożonych na siebie wersji utworu, tworzących tym samym muzyczne pandemonium.

„Zaśpiewaj koteczku jeszcze raz” ukazać miało moją nierówną walkę z muzyką. Granie na instrumentach oraz śpiewanie przychodzi mi równie opornie jak bohaterom filmu, a myśl o nutach i kompozycjach muzycznych przyprawia mnie o ból głowy tak jak – być może – końcowy utwór…



Praca nie oparta na czasie:

W wyniku konwertowania filmu wideo pt. „Zaśpiewaj koteczku jeszcze raz” na dzieło nie oparte na czasie, powstał zeszyt nut przygotowany przez osoby grające we wspomnianym filmie. Poprosiłam je, by zrobiły zapis melodii „Wlazł kotek na płotek”, która była motywem przewodnim w pierwszej pracy.

Celem tego działania było uświadomienie odbiorcy powszechnego braku umiejętności muzycznych oraz to, na ile sposobów zapisać możną tą samą, wydawałoby się prostą, melodię. Ostatecznie powstało bowiem sześć zapisów nutowych, wśród których nie ma dwóch choć trochę do siebie podobnych, a podczas odtwarzania ich zapewne powstałaby nieznośna dla ucha kakofonia.

Po raz kolejny punktem zaczepienia stał się więc mój kompleks nieznajomości tajników muzyki, chęć powtórzenia traumatycznych dla mnie zmagań z dzieciństwa, kiedy to w trudach musiałam tworzyć podobne rzeczy, i tym samym zwrócenie uwagi, że muzyka nie jest „łatwą, lekką i przyjemną”.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz