środa, 25 maja 2011

Hanna Szutowicz "Nie lubię mięsa"

Nie lubię mięsa 1.


Jako dwunastolatka przestałam jeśc mięso, gdyż do tamtego momentu nie otrzymałam sensownej, przekonującej mnie odpowiedzi, skąd się bierze mięso.
Niemożliwe przecież, że jedne zwierzęta hodujemy w domu, nadajemy im imiona, stają się naszymi pupilami, a nawet czesto traktujemy je jak członka rodziny, a inne po prostu zjadamy.
Nie znałam wtedy jeszcze całego procesu, jaki musi przejśc nowonarodzone cielę, czy prosię, żeby znaleśc się na naszym stole; nikt z niajbliższych mi-dorosłych-nie potrafił, lub nie chciał tego wytłumaczyc.
Postawiłam więc warunek moim rodzicom, dziadkom - dopuki nie dadzą odpowiedzi na nurtujące mnie pytanie, nie będę jadła mięsa.
Rodzice, owszem, próbowali tłumaczyc, ale co to za tłumaczenie, że tak po prostu jest..?
Dla mnie?- Żadne.
Bo jak wytłumaczyc dziecku ten problem, skoro oni, dorośli sami nie stawili jemu nigdy czoła?
Wraz z wiekiem niechęc do jedzenia mięsa się nasilała. Zaczełąm moje najbliższe otoczenie atakowac faktami dotyczącymi howu i uboju zwierząt w masowych hodowlach. Ponieważ dokumentacja foto czy wideo tych procesów jest drastyczna, większosc moich wymyszonych słuchaczy reagowała niechęcią, a wręcz wrogością. Niewielu zaś starało się mnie wysłuchac do końca. Może zdawali sobie sprawę iż mam rację, ale wtedy musieliby przestac jeśc mięso.
Albo pozostac totalnym ignorantem. Nie wierzę, że ludzie mogą byc aż tak zepsuci, żeby pomimo poznania niepodważalnych faktów nt. masakry, jaka codziennie odbywa się w rzeźniach i ubojniach, mogli by dalej z czystym sumieniem wspierac ten brudny, konsumpcyjny biznes.
Wiem, jestem naiwna.
Paul i Linda McCartney powiedzieli: "Gdyby ściany rzeźni były zrobione ze szkła, wszyscy bylibysmy wegetarianami". To prawda.
Najczęściej jednak ludzie jedzący mięso i obnoszący się z tym ostentacyjnie, głównie w towarzystwie wegetarian ( jakie to słabe..) nie mają zielonego pojęcia jak powstaje ich ulubione mięso. Ba, nawet nie chcą wiedziec, bo boją się, że ich nabrzmiałe ego okaże się balonikiem, które łatwo przekłuc.
Nie istnieją dla mnie argumenty smakowe.
Nie dotrze nigdy do mnie fakt, ze ktoś godzi się na masakrę zwierząt, tylko ze względów smakowych.
Ok, jesteśmy bardziej rozwinięci, posiadamy większy intelekt niż zwierzęta, które codziennie trafiają na nasz stół. Ale dla mnie jest to przede wszystkim argument, żeby zastanowic się nad swoim życiem i świadomie przestac brac w tym obrzydliwym procederze udział.
Nie lubię tych, którzy szczycą się jedzeniem mięsa, wychwalając jego smak.
Ja nie lubię smaku mięsa.

Moje proste, linearne grafiki, jak gdyby wykonane ręką dorastającego dziecka przedstawiają kolejne procesy otrzymywania mięsa. Kolejne etapy drogi, jaką nowonarodzone zwierzę musi przejśc, by znalezc się na naszym talerzu.

Hanna Szutowicz













Hanna Szutowicz "Nie lubię mięsa" 2.
Kontynuacją mojej pracy pt. To czego nie lubię- Jedzenia mięsa, jest statyczna instalacja w przestrzeni typowo galeryjnej "white cube". Elementy składające się na tę instalację, to stare, oryginalne sprzęty rzeźnicze, tj. różnego rodzaju i rozmiaru haki, autentyczne pieczęcie do stemplowania zbadanego mięsa, z numerem ubojni, dzienniki z wpisami po badaniu mięsa, na obecnosc pasożytów, z widniejącymi obok danymi osobowymi klienta ubojni, wraz z datą. Ostatni wpis jest z 1997r.
Wszystko pochodzi ze starej, opuszczonej, ale ciągle wyposażonej rzeźni w podszczcińskiej wiosce, na która trafiłam zupełnie przypadkowo parę lat temu. Gdy weszłam tam wtedy, po raz pierwszy, uczucie, jakie mi towarzyszło, jest nie do opisania..
Chociaż rzeźnia ta nie funcjonuje juz od wielu lat, to jednak wszystkie sprzęty, łącznie ze wspomnianymi dziennikami, czy tez ampułkami z antybiotykami (?) pozostały nienaruszone, jakby ktoś dosłownie 5minut temu, na chwilę opuścił stanowisko swojej pracy. Czy to lekarz weterynarii, którego pieczątki noszą jeszcze wyraźny ślad granatowego tuszu? Czy może rzeźnik, którego gumowy fartuch, choc lekko sparciały i sztywny od brudu zdaje się kołysac przy delikatnym wietrze z ciągle poruszających się wentylatorów..?
Strach oraz pewien ciężar towarzyszyły mi przy tym zwiedzaniu. Lecz ciekawośc jak zwykle okazała się silniejsza. Zwisający spod sufitu "pilot", połaczony kablem ze stelażem z hakami, po naciśnięciu przycisku wprawia w ruch te ogromna machinę. Lekki zgrzyt zardzewiałego sprzętu i nagle sufit zaczyna wirowac.
Nie trudno jest wyobrazic sobie to miejsce za czasów swojej świetności, nawet noże czy kołek rzeźniczy pozostały na swoim miejscu.
Mrożące krew w żyłach napisy na obdrapanych ścianach: JELICIARNIA, BADANIE OŚRODKÓW, CHŁODNIA w abstrakcyjny sposób łaczą się z odgłosami cwierkających ptaków za oknem. Bo to przecież wiosna, wszystko rodzi się do życia.
A ja stoję w miejscu, gdzie wiele życ zostało przerwanych.

Wróciłam tam po dwóch, może trzech latach. Uczucie, gdy znów przekroczyłam próg tej starej rzeźni, nie było już tak intensywne, choc ciągle to miejsce wydaje mi się w jakiś sposób fascynujące.
To już nie ma znaczenia, czy poszłam tam jako wegerianka, czy też mięsożerca, myślę, że podobne uczucie to miejscie wzbudziłoby w każdym z nas. Stąd moja praca. Chciałam jak naj bardziej przybliżyc klimat tego miejsca, z drugiej zaś strony pojawienie się tych haków, noży w czystej przestrzeni galeryjnej daje mi naiwną pewnosc, że taki sprzęt juz nigdy nie będzie użyty ze swoim wczesniejszym przeznaczeniem.

Hanna Szutowicz
























Brak komentarzy:

Prześlij komentarz